Lava e Sal Lake Hill Karkonosze

Tej nocy spadł pierwszy śnieg. W listopadowy poranek obudziło nas słońce opromieniając jezioro i ośnieżone pasmo Karkonoszy. Widok bajkowy i zaskakujący, gdyż dotarliśmy do położonej niedaleko Karpacza Sosnówki po pięciu godzinach jazdy z Warszawy w ciemnościach niedługo przed północą. Slogan na stronie hotelu obiecuje odprężenie i relaks w sercu Karkonoszy, i na to właśnie się nastawiłam, na masaże, pływanie i saunowanie, postanawiając tym razem podziwiać Śnieżkę tylko z perspektywy żabiej.

Czytałam wcześniej artykuły o wspaniałym koncepcie Lava e Sal założonym przez znaną reżyserkę pokazów mody na Mazurach. Obiecywały mistyczną oprawę i luksusowe zabiegi, pełne były zachwytów nad tektoniką sufitu (sic!) monolitycznością i szlachetnością wnętrz. Na Mazurach może tak, ja miałam okazję przetestować spa w Karkonoszach. A jak tam jest w rzeczywistości?

 

Menu spa wygląda przepięknie i kusząco, przede wszystkim za sprawą pięknych grafik i obiecujących zabiegów. Moją uwagę przykuł Wavebalance Oil Ritual, rytuał olejowy wykonywany na łóżku wodnym, chwyciłam więc za iPhone’a z chęcią zarezerwowania zabiegu, niestety okazało się, że nie ma takiej możliwości, gdyż… nie ma łóżka wodnego. Aha. W takim razie Tybet Ritual (dlaczego Tybet po polsku a ritual po angielsku nie wiem) połączony z masażem dźwiękiem przy użyciu tybetańskich mis. Brzmi świetnie, na szczęście tuż przed zabiegiem dowiaduję się, że częścią rytuału jest masaż mokrym ręcznikiem, nie mam na to ochoty więc zamieniam go na Lava Intens (domyślam się, że miało być intense z angielskiego, tylko po co, skoro jest tyle błędów, a my jesteśmy w Polsce). Jest to masaż całego ciała, długi, półtoragodzinny. Wykonuje go pani Pola. Do aromaterapii rozpyla relaksującą, pięknie pachnącą cytrusami i lawendą mgiełkę Anti-Stress Alquimia. Masaż Lava Intens wykonuje na bazie olejku Alquimia, bardzo przyjemny, używa też gorących pałeczek bazaltowych. Na koniec pani Pola wykonuje masaż głowy. Sam zabieg jest rzeczywiście intensywny i mocny, ale bardzo relaksujący, więc po początkowych perypetiach z wyborem jestem w sumie zadowolona. 

Dwa dni później mam umówiony rytuał Sal Stemp (piszę jak jest, po angielsku powinno być stamp, a sól po hiszpańsku, no czepiam się, ale dusza polonistki i lingwistki cierpi), masaż stemplami wypełnionymi ziołami i solą. Miałam już wcześniej takie zabiegi, choćby w centrum ajurwedy w Indiach, przez 2 tygodnie codziennie jako jeden z zabiegów Lakshmi masowała mnie mocno gorącymi ociekającymi olejem stemplami. Innym razem gdzieś na Podlasiu miałam zabieg wykonywany stemplami parowymi i było to niezwykle przyjemne doznanie, para dawała miłe uczucie ciepła i unosiła zapachy rozgrzewających ziół. W Lava e Sal coś poszło nie tak. Stemple były zaparzone jak saszetka herbaty w wodzie, po chwili masażu mokre krople parowały i chłodziły zamiast rozgrzewać. A za oknem listopad i śnieg. Pani Gosia zmieniła mi masaż na klasyczny na olejku, ale już jakoś niespecjalnie byłam zadowolona. A w recepcji dowiedziałam się, że owszem, na szkoleniu było, że stemple mają być ogrzewane parą, ale urządzenia nie ma. Niestety wrażenia ze spa mam kiepskie, jestem na nie, po pięknych opisach przyszłam z nastawieniem, że poziom usług, będzie bardzo wysoki i bardzo się rozczarowałam. Nawet wystrój bardzo odbiega od tego opisanego w mazurskim Lake Hill. W spa brak choćby wygodnego miejsca do relaksu po masażu.

A strefa wellness to już osobna historia. Rodem z horroru. W tygodniu jeszcze można było popływać, ale w weekend to już prawdziwy Armagedon. Takiego tłumu nie widziałem nigdy. Jednego dnia udało mi się skorzystać  z sauny parowej, niestety temperatura w niej był bliska wrzenia, a powinno być ok. 40 stopni, można się było ugotować lub co najmniej poparzyć. Następnego dnia była już nieczynna z powodu awarii. A w saunie fińskiej panował taki tłok, że wiele osób odchodziło z kwitkiem. Brakuje też miejsca do relaksacji, która jest nieodłącznym elementem saunowania. Bardzo fajne skądinąd wanny z hydromasażem na zewnątrz z widokiem na Śnieżkę były tak oblegane, że korzystanie z nich nie było żadna przyjemnością. Z kolei w dwóch wannach jacuzzi w środku była lodowata temperatura. Atmosferę psuły tłumy wrzeszczących Czechów pijących na basenie piwo ze szklanych kufli. W niedzielny poranek chciałam popływać przed wyjazdem i miałam nadzieję, że o 8.00 będzie pusto, nic z tego, na basenie odbywał się aqua aerobik, ryk z głośników był przerażający, a w zajeciach uczestniczyłą dosłownie jedna osoba. Poprosiłyśmy o przyciszenie muzyki, na co trenerka odpowiedziała, że zaraz kończy, ale nie było to zaraz, jeszcze musiałyśmy się podelektować ogłuszającymi rytmami. 

Hotel jest gigantyczny, a po drugiej stronie ulicy znajduje się cała masa hotelowych apartamentów, których mieszkańcy korzystają w Lava e Sal z restauracji i z za małej jak na taki moloch strefy wellness. O żadnym odprężeniu i relaksie w sercu Karkonoszy nie może być mowy. Szkoda, bo miejsce i widoki są przeurocze. Nie polecam. 

Z Karkonoszy zrobiliśmy sobie wycieczkę do Bolesławca, zawsze o tym marzyłam!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *